Historia 1
Przesłuchiwany
przez 6 godzin (jeden dobry drugi zły) w Pałacu Mostowskich – straszenie
„pałą” mówieniem z
wrzaskiem iż umieją tak bić jak na filmie A.Wajdy – nie będzie śladów,
straszenie pistoletem z mówieniem iż mogą mnie postrzelić np. w kolano,
zastrzelić bo jest stan wojenny i mają takie uprawnienia, rozbieranie do naga
z zaglądaniem do tyłka. Przez pierwszą godzinę myślałem iż umrę
ze strachu i wówczas przydała się przeczytana mała książeczka chyba zatytułowana
„ Jak zachowywać się podczas zatrzymania”. Mimo tego nie znaleźli
200 000 zł zaszytych w jednym z ubrań (nie mówię w którym – może
się jeszcze przydać). Zaszyłem je wcześniej na komendzie na ul. Wilczej
gdzie zawieźli dużą grupę zgarniętą z budynku NSZZ Region Mazowsze z ul.
Mokotowskiej. .Po dość długim przesłuchaniu wylądowałem na Białołęce w
tak zwanym Ośrodek Odosobnienia. Tam pieniądze zdeponowałem, które bardzo
przydały się wielu potrzebującym.
Historia 2
Rozmowa
z komisarzem na Białołęce – będziesz mógł zaraz nawet wyjść do
szpitala na operacje (byłem wożony na badania do szpitala więziennego na ul.
Rakowiecką gdzie lekarz potwierdził iż wymagam zabiegu operacyjnemu), ale
tylko podpis „lojalkę”
i dalsza współpraca z SB, nie było mi z nimi po drodze.
Po
długich interwencjach Władz Kościoła (stan zdrowia) wyszedłem 12.06.1982,
otrzymując od SB-eków terminy meldowania się w Pałacu Mostowskich.
Historia 3
W
domu odbywały się naloty tak zwanych opiekunów, z rewizjami i zastraszaniem
rodziny, wezwaniami do wojska przekazane sąsiadom (nie zostali wpuszczeni do
mieszkania gdzie mieszkałem. Od 1971 mam kategorie „D”.
Po tym wydarzeniu przebywałem poza domem przez pewien czas.
Historia 4
Po
uprowadzeniu ks.Jerzego z pod kościoła św. Stanisława Kostki bezpieka zabrała
Seweryna Jaworskiego. Ustawiłem się swoim samochodem za samochód bezpieki do
którgo wzieli Seweryna, aby zobaczyć dokąd zabierają Seweryna . Udało mi się
ujechać tylko do pl.Inwalidów tam bowiem zajechały mi drogę dwa samochody iż
musiałem zjechać na chodnik bo by mnie staranowali. Po tem
kolega który była na nasłuchu (bezpieki) powiedział mi że jestem
wariat i odtworzył nagrany jakiego dokonał – „ kto to się wpier…..
? odp. nie wiem – to k…. sprawdź! – to jakiś h.. od nich, to
go skasuj już!” w tle słychać pracę silnka samochodu i piski opon. Po
tym wydarzeniu miałem kilka bardzo dziwnych obtarć podczas jazdy przez inne
samochody.
Historia 5
24.listopada
1984 roku na kilka tygodni po morderstwie Ks. Jerzego za Dworcem Zachodnim potrącony
przez samochód ginie mój starszy brat. Był pracownikiem w FSO na Żeraniu,
mieszkał na dolnym Mokotowie, jak dotarł w inną dzielnice nie wiadomo. Farsą
zaś było kiedy poszedłem na milicje na Żytnią z Bratową zakomunikowali nam
iż przeciwko mojemu bratu (pośmiertna) będzie wytoczona sprawa sądowa za
posiadanie i rozpowszechnianie fałszywych informacji (zdięcia zmasakrowanego
ks. Jerzego). Bratowa kazała przyrzec iż nie będę zajmował się wyjaśnianiem
okoliczności śmierci brata, ma jeszcze dwoje dzieci i obawia się iż mogło
by im się coś stać. Może postąpiłem źle ale Jej to przyrzekłem. Sam po
13-tu latach miałem pierwsze dziecko, Anię. Urodziła w rocznice powstania
„Solidarności” w Regionie Mazowsze – Ewa Kulik nazwała Ją
„Mazowszanką”. Chrztu miał dokonać ks. Jerzy – zdeklarował
się, ale los chciał inaczej.
Historia 6
Współpracowałem
w Prymasowskim Komitecie Więźniów i Internowanych na ul. Piwnej. Miałem możliwość
poruszania się po całym kraju. Jeździłem samochodem (Renówka ciężarową)
z lekarstwami, żywnością , odzieżą, sprzętem inwalidzkim dostarczając do
więzień, szpitali , parafii, seminarjów kościelnych. Jeździłem również
ze sprzętem potrzebnym dzieciom (rodziców pozbawionych wolności, żyjących w
trudnych warunkach materialnych)na koloniach , obozach, jak również po wyroby
mięsne, wędliniarskie, które były spontanicznie dawane przez chłopów. Następnie
były robione z tego paczki i przekazywane do rodzin potrzebujących, więzień
nie tylko tych z „Solidarności” ale np. młodych w Nysie. Podczas
jednego z powrotów z rzeszowszczyzny od
późniejszego Marszałka Senatu Ślisza, który organizował wśród
okolicznych chłopów ubój wyrób mięs i wędlin zostałem zatrzymany przez
milicje i posądzony o nielegalny handel. Po długim straszeniu i kolejnej próbie
nakłonienia mnie na współpracę zostałem wypuszczony. Szczęście iż była
to zima mroźna i nic się nie popsuło.
Historia 7
Podczas
jednego z przesłuchań na Mostowie kategorycznie poinformowano mnie iż
wiedzą (pokazali dokumentacje lekarską – która rzekomo obięta
powinna być tajemnicą) doskonale iż za dwa dni mam komisie lekarką i jeżeli
nadal będę się upierał to komisja będzie negatywna, a co do otrzymania
pracy w Polsce mogę przestać marzyć. Jeżeli zaś nie będę pracował to będę
„pasożytem” i wówczas mogą mnie nękać zatrzymaniami. Faktycznie
komisja była negatywna, pracę zaś znalazłem pod Warszawą w Żółwinie w
kurniku jako konserwator. Pani która mnie zatrudniła wiedziała iż rezykuje
ale to zrobiła. Miała z tego powodu troche wizyt bezpieki.
Historia 8
Jeden
z wielu wyjazdów do więzień (na ogół jechaliśmy do kilku) – w czasie
kiedy panie (Anna Trzeciakowska, Lidja Grajnert) poszły do więzienia z
paczkami ja nie mogłem opuszczać samochodu - z powodu?. Podczas jednego z
takich wyjazdów kiedy panie poszły negocjować „łaskawe” przyjęcie paczek przez „Pana” naczelnika więzienia (każdy
taki wyjazd był wcześniej uzgadniany z władzami więzień, ale zdarzało się
iż naczelnik „władca” zmieniał zdanie i nie przyjmował nawet
lekarstw dla potrzebujących więźniów) oddaliłem się od samochodu za
potrzebą, po powrocie zastałem uszkodzone wszystkie opony, od tego zdarzenia
korzystałem z „pmpersów” podczas postoi. Dzisiaj to wydaje się
zabawne, ale zapewniam wówczas nie
było mi do śmiechu.
Zatrzymań
drogowych było masę, w celu tak zwanego po nękania i kuszenia a może jednak
zmieniłem zdanie?. Przekazywali mnie z miejscowości A do miejscowości B.
Zatrzymania te miały dobrą stronę - ułatwiali znalezienie miejsca docelowego
gdzie jechałem.
Historia 9
Kwiecień
1986 rok razem z Ludwiką Wujec otrzymujemy odmowę wydania paszportu
(pielgrzymkowy wyjazd do Papieża)” z przyczyn określonych w art.4 ust.2
pkt 2 – nie wymaga uzasadnienia”, mama moja pojechała
Historia 10
1987
roku w lipcu jechałem na Mazury (okolice Gołdapi) z transportem łóżek na
kolonie z powrotem miałem wracać bez ładunku. Pojechali ze mnie Z. Bujak z żoną.
Jeden z kolegów w Gołdapi miał trochę kloców drzew owocowych, które w
zimie wymarzły a Bujak wymyślił sobie iż będzie rzeźbił szachy i
potrzebował drzewa. Po rozładowaniu łóżek pojechaliśmy do tegoż kolegi po
drzewo. Otrzymaliśmy zaświadczenie podpisane przez sołtysa dotyczące
pochodzenia drzewa, jego rodzaju i że wymarzło tej zimy.
Po załadowaniu zdążyliśmy wyjechać z posesji, gdy nagle zajechał
nam drogę samochód milicyjny i drugi nie oznakowany, przy okazji powodując kolizje z innym samochodem. Po
pytaniach co wiozę i kto ze mną jedzie
(doskonale wiedzieli, co wiozę i kto jedzie) i czyje to? stwierdzili
panowie cywile (pokazali jakieś legitymacje) że mam nadmiar ładunku w związku
z czym muszę pojechać za nimi w celu zważenia. Po dojechaniu jak się okazało
na teren Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych okazało się iż nie ma gdzie
zważyć. Wezwano leśniczego, który dokonał pomiarów kloców drzewa i
ostemplował (miał taką siekierkę ze stemplem). Ja z Bujakiem zostaliśmy
umieszczeni w jednym z pomieszczeń tego urzędu oczekując co dalej. Po jakich
3-ech godzinach Bujaka wypuszczono komunikując iż do niego nic nie maja a mnie
muszą zatrzymać do wyjaśnienia. Bujak nie bardzo chciał iść sam, po
wymianie zdań poszedł. W między czasie ściągnięto jakiegoś sb-ka z województwa,
który zaczął mnie przesłuchiwać. Krótko mówiąc teza była taka iż ja to
drzewo zamierzam wykorzystać do wyroby k o l b
karabinowych ( jak w tej książce o Czynkinie). Żadne argumenty nie
trafiały iż jest to drzewo sękate i poza gatunkowe odp. była iż leśniczy
stwierdził inaczej. Trwało to do 2-ej w nocy,
po czym wręczono mi wezwanie na godz. 8 rano zatrzymując dowód przestępstwa
to znaczy samochód z jego zawartością. Po opuszczeniu urzędu skontaktowałem
się z szefem Komitetu Prymasowskiego. Rano znajomy poinformował iż w nocy służby
leśne, milicyjne, sbeckie przeszukiwały okoliczne ogrody i lasy w celu
odnalezienia pni pozostałych. Poszedłem na wyznaczoną godzinę, był ze mną
i Bujak. Bardzo uprzejmie informowano go w dalszym ciągu iż naprawdę nic do
niego nie mają i jego obecność jest niepotrzebna. Siedziałem w jakimś
pomieszczeniu około dwóch godzin, następnie przeprowadzono mnie do
pomieszczenia w którym były cztery osoby, wśród nich był starszy pan w mundurze (jak się okazało nadleśniczego)
z bardzo pogodną twarzą. Przeczytano protokół opisujący wczorajsze
zdarzenie z opisem drzewa i jego wyceną. Powiedziałem zgodnie z faktem iż
drzewo to otrzymałem w darze i nie zgadzam się z przeczytanym protokołem i go
nie podpiszę. Wówczas stwierdzono iż przeczesywano okolicę i natrafiono na
pozostałe pnie, które najprawdopodobniej odpowiadają drzewu będącym w
samochodzie, zresztą dla pewności jest tu nadleśniczy który może to
stwierdzić. Poszliśmy z nadleśniczym
do samochodu aby sam dokonał oceny, obejrzał i porobił notatk. Wówczas mnie
wyprowadzono do pomieszczenia w którym czekałem rano. Po około 15 – tu
minutach zaprowadzono mnie do reszty osób – nadleśniczy rozmawiał
jeszcze przez telefon o klasach drzewa. Po rozmowie telefonicznej nadleśniczy
stwierdził iż po konsultacjach z kolegami znajdujące się drzewo w
samochodzie jest drzewem opałowym. Opuszczając urząd spotykam się na Panem
Leśniczym powiedział „jestem starym AK-owcem , trzymam kciuki za sprawę”,
łzy same napłynęły mi do oczu.
Historia 11
Koniec
kwietnia 1988r zatrzymany w kotle z pozostałymi osobami z RKW przewieziony na
Żytnią na dołek, następnego dnia w celi której siedziałem stwierdzono iż
wydrapałem napisy na ścianie. Nawet gdybym chciał to zrobić to nie miałbym
czym bo mi wszystko zabrali (podczas przeszukania osobistego z zaglądaniem w
kiszkę stolcową). Darli się
niemiłosiernie, wyzywali od najgorszych - ściągnięto fotografa który porobił
kilka zdięć ściany, strasząc potwornymi konsekwencjami. Wypuszczono mnie po
48 godzinach , po jakimś czasie otrzymałem wezwanie na kolegium w celu zapłacenia
4 833zł za wycenione straty – zostałem uniewinniony.
Mirek Odorowski