
Jak
znalazłeś się w Stoczni Gdańskiej?
-
15
sierpnia 1980 r., dzień po rozpoczęciu strajku w Stoczni Gdańskiej pojechaliśmy
z Ewą Milewicz w okolice Kartuz po
transport przywiezionego ze Szwecji sprzętu drukarskiego dla NOWEJ. Odebraliśmy
przesyłkę, przenocowaliśmy u spędzających wakacje w Dębkach naszych
znajomych i następnego dnia pojechaliśmy do Stoczni. Powstawał właśnie Międzyzakładowy
Komitet Strajkowy i pisano 21 postulatów. Zawieźliśmy je do Warszawy, a w
poniedziałek rano wróciliśmy z matrycami białkowymi i farbą. I w budynku
BHP zorganizowaliśmy kilka stanowisk do drukowania na ramkach.
Wydrukowaliście
21 postulatów?
-
Także komunikat o powstaniu MKS.
Skąd
twoja wiedza na temat drukowania, poligrafii?
-
Byłem z wykształcenia matematykiem, nic wspólnego z poligrafią nie miałem.
To się zmieniło po powstaniu KOR. Byłem jednym z trzech szefów
organizacyjnych NOWEJ i to tym, który zajmował się stroną techniczną. Po
prostu stałem się specjalistą, głównie od powielaczy i różnych innych
technik, których się sami nauczyliśmy, z książek, pisma "Sztuka",
gdzie pisano o technice sitodruku, a nawet sięgając do wspomnień AK-owców,
jak z wyżymaczki zrobić powielacz, jak nie mając matrycy białkowej robić
matryce z papieru ściernego i folii itp. Jednak, kiedy wreszcie sforsowaliśmy
drzwi do stoczniowej poligrafii, musieliśmy uczyć się posługiwać technikami
wcześniej przez nas niestosowanymi. Stała tam maszyna drukarska - ale z niej z
powodu braku odpowiedniej ilości czcionek korzystaliśmy w niewielkim stopniu -
oraz dwa offsety drukujące na formacie A3. W NOWEJ nie mieliśmy offsetu, ale
dzięki wskazówkom... pani sprzątaczki udało mi się je uruchomić.
I
zaczęliście drukować "Strajkowy Biuletyn Informacyjny Solidarność"?
-
Najpierw przygotowaliśmy zestaw ulotek, zawierający 21 postulatów, plus stałe
informacje na temat działań MKS itp. Drukowaliśmy to jeszcze bez nazwy, jako
ulotkę. I wtedy zaczęliśmy myśleć, że to trzeba numerować i jakoś nazwać.
Kto
redagował pismo?
-
W zasadzie nie było żadnego zespołu redakcyjnego. Wydawałem je z Krzysztofem
Wyszkowskim. Ja byłem szefem, a Krzyś zajmował się głównie kolportażem.
Pomagała nam Ewa Milewicz oraz od czwartego numeru Mariusz Wilk. Tak się niezręcznie
stało, że pod ostatnim specjalnym numerem podpisaliśmy się tylko my dwaj.
Podstawową formułą przyjętą przez nas był biuletyn informacyjny. Na początku
publikowaliśmy same dokumenty. Ale szybko oczywista stała się potrzeba objaśniania
postulatów, a potem komentowania negocjacji z delegacją rządową. Dbałem o
to, żeby w piśmie nie toczyła się dyskusja pomiędzy różnymi prądami
politycznymi, których przedstawiciele znaleźli się w Stoczni. Było to
oficjalne pismo strajkujących, a my spełnialiśmy
tylko rolę czysto usługową.
Czy
umiesz określić jego nakład?
-
Tylko szacunkowo. Kiedy „zebrał się” materiał na numer,
przerywaliśmy druk poprzedniego, a zaczynaliśmy nowy. Czasem wydawaliśmy po 2
egzemplarze w ciągu dnia, czasem żadnego. Kiedy drukarze kończyli druk
jednego numeru, dodrukowywali poprzedni. Dość szybko skończył się biały
papier, więc drukowaliśmy na czerwonym. Prawdę powiedziawszy, gdyby strajk
potrwał dłużej, to już nie mielibyśmy na czym drukować. Szacuję nakłady
na 20 - 40 tys. Był to więc skok ilościowy wobec prasy podziemnej lat 70.,
nawet wobec "Robotnika".
Kto
wymyślił nazwę biuletynu: "Solidarność"?
-
Słowo „solidarność” było po prostu kluczem. Wszystkie strajki wówczas
nazywały się: "solidarnościowe ze strajkiem w Stoczni". Zacząłem
rysować winietę "BI", i
mówię, że jakaś nazwa by się przydała. A Krzyś Wyszkowski na to: wpisz
"Solidarność".
Spodziewałeś
się, że nazwa pisma stanie się nazwą związku?
-
Nie. Ale wiąże się z tym ciekawa historia. Zgłosił się do mnie plastyk z
Trójmiasta z projektami napisów: "Solidarność" i "21 postulatów".
Krzyś kupił koszulki i ten plastyk wydrukował na nich: "Solidarność".
Większość dostała nasza redakcja i podczas oficjalnego podpisywania
Porozumień Sierpniowych, wszyscy paradowaliśmy w koszulkach z napisem
"Solidarność".
Pomyślałeś
wtedy, że zamknął się jakiś etap podziemnego życia wydawniczego?
-
Wiedziałem, że stało się coś, co się już nie odstanie. Ten nasz pierwszy,
masowy biuletyn informacyjny stał się po powstaniu "Solidarności"
wzorcem dla całego ruchu. Jednym z pierwszych kroków w każdym zakładzie po
założeniu związku było stworzenie wolnego biuletynu. Jednym słowem świat
się zmienił. W stanie wojennym władze nie stawiały już sobie za cel
likwidacji ruchu wydawniczego. Wiedziano, że nie ma na to szans.
Rozmawiał Jan Strękowski
Rozmowa ukazała się w dodatku do „Rzeczpospolitej”:
„Bibuła. Wolne słowo w Polsce 1976-1980”, Warszawa, czerwiec 2003.