Na
początku lipca działające od ponad roku Stowarzyszenie Wolnego Słowa wyłoniło
swoje władze. Fotel prezesa przypadał w udziale Mirosławowi Chojeckiemu, na
co bezsprzecznie zasłużył. Bo to on był głównym inicjatorem jego
powstania, i kilku ważnych dla środowiska posolidarnościowego imprez.
Oprócz Chojeckiego, grupa osób, która
widziała potrzebę stworzenia podobnej organizacji, liczyła raptem kilka osób.
Wśród nich znaleźli się artyści, dziennikarze, drukarze, kolporterzy i
podziemni wydawcy zaangażowani w działalność niezależną w latach 1976
– 1989. Kto? M.in. Janina
Jankowska, Ewa Sułkowska – Bierezin, Konrad Bieliński, Krzysztof
Markuszewski, Jan Strękowski, Robert Terentiew, Anatol Lawina. Większość
tych osób znalazła się w nowowybranym zarządzie SWS. Wszyscy oni pracowali w
prasie podziemnej, a na początku lat 80. tworzyli w swoich miejscach pracy
komisje zakładowe NSZZ Solidarność, a nastepnie aktywnie działali w
podziemiu, za co spotykały ich represje.
SWS chce zdokumentować
dla potomnych wszelką działalność opozycyjną w latach 70. i 80. Przypomnieć
ludzi, którzy dzisiaj albo już nie żyją, albo wiodą nieciekawy los emeryta
z kilkusetzłotowym świadczeniem. Nie chcą, żeby odeszli w niepamięć. Zwłaszcza,
że mają wszelkie powody czuć się przegranymi. Bo kiedy było ciężko, i
trzeba było nadstawić karku, przewieźć bibułę z Gdańska do Warszawy czy
odwrotnie byli potrzebni, ale kiedy już w wolnej Polsce rozdzielało się
posady, funkcje i zaszczyty, już nie.
Jedno jest pewne. Powstanie stowarzyszenia był
bardzo potrzebne. Najlepszy dowód, że ta wąska grupa osób powiększyła się
o kilka dziesiątek. Na spotkaniu
lista członków stowarzyszenia urosła do blisko setki. Tłok był straszliwy,
ponieważ organizatorzy zarezerwowali niewielką salę w Stowarzyszeniu Studiów
i Inicjatyw Społecznych przy ul. Nowolipie w Warszawie. I nie przypuszczali, że
przyjdzie im pomieścić tak duża grupę ludzi. Przyjechali z całej Polski.
Przyciągnęła ich zarówno nazwa stowarzyszenia, jak i nazwiska go firmujące.
Honorowym prezesem został Jan Nowak-Jeziorański.
-
Przyszło nas tak wielu,
ponieważ każdego z nas krew zalewa pięć razy w tygodniu. A mnie może nawet
częściej, gdy widzę co się dzieje w kraju z wywalczoną wolnością
– tak powód przystąpienia do stowarzyszenia skwitował Marcin Wolski, nasz stały felietonista.
Stowarzyszenie nie zamyka się tylko w kręgu
osób niegdyś zaangażowanych w pracy podziemnej. Mogą do niego przystąpić
także ludzie młodsi, którym doskwiera przemilczanie nie tylko w mediach, ale
i życiu elit i polityków tematów trudnych, niepopularnych, tych z gatunku
niepoprawnych politycznie. Tematów, które zamiast odbrązawiać rzeczywistość,
jeszcze bardziej ją zaciemniają.
Stowarzyszenie, choć bez władz, zorganizowało wcześniej kilka imprez. Największym
przedsięwzięciem, można
-
Bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że bez niezależnych dziennikarzy,
pisarzy, wydawców, drukarzy, kolporterów, bez ogromnego ruchu ludzi wolnego słowa
zwycięstwo sprzed 14-tu lat byłoby niemożliwe, a demokratyzacja Polski
przebiegałaby znacznie trudniej – skonkludował Mirosław Chojecki.
Stowarzyszenie zamierza stworzyć coś na wzór informatora, bazy danych niezależnych działaczach kultury z lat 1976 – 1989, tak w kraju, jak i za granicą. Do tej pory zgromadzono kilka tysięcy biogramów, ale ambicją SWS jest dotarcie do wszystkich środowisk opozycyjnych, i zdokumentowanie pełnych danych na ich temat: faksymili wydawnictw, osób.
Marzanna
Stychlerz-Kłucińska