WIETNAMCZYCY
*
W
Polsce żyje, według różnych szacunków, od dwudziestu do sześćdziesięciu
tysięcy uchodźców z Wietnamu (najbardziej prawdopodobne wydaje się, że jest
ich około trzydziestu tysięcy).
Wietnamczycy stanowią szczególną grupę
imigrantów. Jest wśród nich ogromny odsetek ludzi bardzo dobrze wykształconych,
specjalistów, uczonych, artystów, działaczy społecznych etc. Dzieje się tak
z dwóch powodów. Po pierwsze, do Polski od dawna przyjeżdżali pobierać
nauki w ramach „bratniej współpracy państw postępu i pokoju”
najlepsi studenci wietnamscy. Dziś wracają, nierzadko jako dysydenci. Po
drugie, Polska jest w Wietnamie znana jako kraj „Solidarności”,
kraj Papieża, kraj, który jako pierwszy wyzwolił się z pęt komunizmu,
przyciąga więc Polska tych, którym taki etos jest szczególnie bliski.
W Polsce, jak wszędzie na świecie,
Wietnamczycy są grupą spokojną, łatwo się asymilują (co nie oznacza utraty
tożsamości), nie wytwarzają struktur patologicznych, mafii. Tak jest w
Wielkiej Brytanii (vide: „etniczna mapa przestępczości”,
opublikowana przez londyńską policję), we Francji, w USA, we wszystkich
krajach, gdzie mieszkają Wietnamczycy w dużo większych, niż w Polsce,
grupach.
Stereotyp pracowitego, życzliwego
Wietnamczyka odpowiada prawdzie. Wietnamczycy są pracowici, życzliwi i zdolni.
Takimi tworzy ich ojczysta kultura.
*
W 1945 roku Wietnamczycy wzniecili
powstanie zbrojne przeciw japońskim okupantom. Dysponowali wówczas potężnymi,
podziemnymi strukturami wojskowymi i politycznymi. Powstanie było zwycięskie,
bez pomocy aliantów Wietnamczycy oswobodzili kraj.
Na zasadzie jednomyślności wszystkich
ugrupowań politycznych proklamowano demokratyczną republikę. Był to wybór
tak oczywisty, że nawet partia komunistyczna zaakceptowała go bezwarunkowo.
Niestety, zaraz po wojnie, najechali kraj
Francuzi, pragnąc odzyskać w nim utraconą kolonię. Krwawa wojna skończyła
się klęską Francji i „wietnamską Jałtą” w Genewie, gdzie
postanowiono podzielić kraj na północną, oddaną pod sowiecką kuratelę i
południową, oddaną pod kuratelę amerykańską, część. Opinia Wietnamczyków
nie interesowała zanadto supermocarstw.
Koegzystencja dwóch państw okazała się
trudna, zwłaszcza, że ZSSR usilnie pragnął zjednoczenia pod swym berłem
kraju i opanowania całego wybrzeża Morza Południowochińskiego. W końcu, miłująca
pokój Partia podjęła decyzję o ataku na południe. Rozpoczęła się kolejna
wojna.
W 1975 roku wojska komunistyczne zajęły
Sajgon. Cały Wietnam dostał się pod władzę prosowieckiego reżimu.
Skończyła się krwawa wojna, wojna, w
której na terytorium Wietnamu (o obszarze mniej więcej równym Polsce)
zrzucono więcej bomb, niż na wszystkich frontach II Wojny Światowej! Ale
cierpienia Wietnamczyków bynajmniej się nie skończyły.
Triumf komunistów spowodował ucieczkę
pierwszej fali uchodźców, około dwóch milionów ludzi. Wielu rzucało się w
morze na wątłych łódkach. „Boat people”, jedna z najbardziej
przerażających ikon XX wieku, to byli Wietnamczycy. Fale morskie pochłonęły
wiele istnień ludzkich. Szacuje się, że utonęło od pięciuset tysięcy do
miliona ludzi. Część łódek zatopiło morze, część kanonierki i myśliwce
z czerwonymi gwiazdami.
W Wietnamie zapanował terror. Powstały
obozy koncentracyjne, rozwinęły się tajna i jawna policja, zaczęła się
bezwzględna indoktrynacja. W szkołach nauczyciele zapoznawać zaczęli uczniów
ze sztuką podpatrywania innych i donoszenia o tym, co zauważyli, w każdym
bloku mieszkalnym powstał „nieformalny”, ale wszystkim wiadomy
posterunek Służby Bezpieczeństwa. Terror rozpętany po 1975 roku nie daje się
porównać nawet z czasami stalinowskimi w Polsce.
Nie stał się jednak Wietnam krajem
„nowego, socjalistycznego społeczeństwa”. Tradycja wspólnotowego
życia, mocna religijność, zakorzenienie okazały się zaporą nie do
przebycia dla hord nowego porządku.
Walka z kulturą trwa od tego czasu do
dziś. Artyści, ludzie nauki, dziennikarze są przedmiotem pilnej obserwacji.
Wielu straciło życie. Szaleje cenzura, blokowane są strony internetowe. A
jednak bibuła wciąż się ukazuje!
Wojna z religią także nie straciła
nigdy impetu. Kościół katolicki jest tolerowany, ale zarówno duchowni, jak i
wierni są często przedmiotem represji. Do rangi symbolu urasta postać ks
Tadeo Nguyen Van Ly, który praktycznie całe kapłańskie życie spędził w więzieniach.
Obecnie odsiaduje kolejny wyrok... Kościół buddyjski, ten sam, który zasłynął
protestami przeciw łamaniu praworządności w Wietnamie Południowym, został
po prostu rozwiązany w 1982 roku. W jego miejsce władze powołały powolne
sobie stowarzyszenie. Struktury religijne buddyzmu trwają w podziemiu i na
emigracji.
Pierwszego dnia minionej Wielkiej Nocy do
miast na Płaskowyżu Centralnym weszło lub wjechało traktorami około
trzydziestu tysięcy chłopskich demonstrantów, żądających swobód
religijnych i politycznych. Żadnych postulatów ekonomicznych nie było. Władze
zamknęły cały region, odcięły wszelką łączność i przystąpiły do
pacyfikacji. Dziś wiadomo o czterystu ofiarach śmiertelnych.
*
Warszawa
stała się w ciągu minionych kilkunastu lat jednym z najprężniejszych ośrodków
politycznych i kulturalnych diaspory wietnamskiej. Ukazuje się tu miesięcznik
„Dan Chim Viet”, czytany na całym świecie, pracuje tu wielu artystów
najwyższej miary. Kwitnie także życie religijne.
Dzieje się tak pomimo, że Polska nie
traktuje uciekinierów z Wietnamu życzliwie. Przybysze przez „zieloną
granicę” nie mają możliwości legalizacji pobytu, ci, którzy mieszkają
tu dłużej, tracą masowo karty, uprawniające do legalnego życia nad Wisłą.
W Wietnamie, wskutek korupcji, paszport
można uzyskać względnie łatwo. O polską wizę jest jednak niesłychanie
trudno.
*
Władze
RP nie są zapewne świadome, że ten stan rzeczy jest na rękę jedynie
komunistycznemu reżimowi. Mam nadzieję, że władze RP nie są tego świadome...
Na pewno nie jest zgodny z interesem Polski, która powinna być zainteresowana
w tym, żeby wiedzieć kto na jej terytorium mieszka i co, mniej więcej,
porabia. Na pewno nie jest zgodny z naturalnym prawem: w Polsce rodzą się
„nielegalne dzieci”, od pierwszych dni życia formalnie skazane na
deportację, nikt nie wnika, jakie są stosunki uchodźców z reżimem, od którego
uciekli. A jest to rzeczywistość skomplikowana!
Często słyszę, że niewielu
Wietnamczyków stara się o azyl polityczny w Polsce. To prawda, proszę tylko
pamiętać o tym, że wystąpienie o azyl jest traktowane w Wietnamie jako podjęcie
„wrogiej działalności”. A większość tych ludzi pozostawiła w
kraju rodziny!
Pamiętajmy, że utrzymywanie sytuacji
„nielegalności” uchodźców, oddaje ich niejako w ręce ambasady.
Aby deportować człowieka schwytanego bez dokumentów, trzeba ustalić jego tożsamość.
Potrzebna jest tu współpraca ambasady. A więc, sytuacja jest prosta: jeśli
ktoś okaże się wyjątkowo dokuczliwy dla reżimu, może być pewien
„poznania go” przez ambasadę. Niebezpiecznie więc, także nad Wisłą,
nie podporządkowywać się nakazom partii.
*
Od
początku tego stulecia komuniści zaostrzyli kurs wobec opozycji i społeczeństwa.
Rok 2002 był rekordowy pod względem liczby aresztowań i procesów
politycznych. A, pamiętajmy o tym, że w Wietnamie każdy proces polityczny,
czy religijny, jest procesem „szpiega”. Wymiar ludowej sprawiedliwości
nie wnika w to, na czyją rzecz pracują „szpiedzy” skazywani np. za
rozpowszechnienie wśród przyjaciół, (ale też wysłanie go do Pierwszego
Sekretarza) drogą poczty elektronicznej teoretycznego artykułu o demokracji,
przetłumaczonego ze strony internetowej ambasady USA (13 lat), albo za
utrzymywanie kontaktu z działaczami opozycji, przebywającymi na emigracji (12
lat).
Jeden z liderów społeczności lokalnej
na wspomnianym wcześniej Płaskowyżu Centralnym został zabity zastrzykiem z
trucizny, który zrobiono mu tuż przed zwolnieniem z aresztu. Zginął kilka
godzin później, w domu, opowiedziawszy co się stało rodzinie i sąsiadom, świadom,
co wróży mu tajemniczy zastrzyk.
Nikt nie zna dokładnej liczby więźniów
politycznych i religijnych, istnieją jedynie szacunki, dotyczące osób
„zaginionych” i ofiar mordów, dokonanych przez „nieznanych
sprawców”.
Dziś, tak jak trzydzieści lat temu, w
Wietnamie płoną świątynie, ludzie siedzą w „aresztach
domowych”, kwitnie korupcja i despotyzm watażków wszystkich szczebli.
USA obłożyły Wietnam sankcjami ekonomicznymi za rażące lekceważenie praw
człowieka. W Polsce tymczasem często słyszę, że Wietnam „liberalizuje
się”, że trwa tam proces „demokratyzacji”. Jest dokładnie
odwrotnie.
*
Do
Polski przybyło ostatnio sześć osób, które poprosiły tu o azyl polityczny.
Są to osoby całkowicie jednoznaczne, znane liderom emigracyjnych struktur
demokratycznych, czasem o bogatej już przeszłości więziennej. Wszyscy byli w
chwili wyjazdu przedmiotem śledztwa organów bezpieczeństwa.
Wszystkim
azylu odmówiono.
Robert
Krzysztoń