Z Sajgonu (tymczasowa nazwa : Ho Chi Minh) doszła kolejna informacja o akcie brutalnego pogwałcenia praw człowieka. Tym razem ofiarą reżimu padła 21 letnia nauczycielka Le Thi Hong Lien.
Le Thi Hong Lien jest aktywną działaczką wspólnoty
protestanckiej w Tay Nguyen a także działaczką społeczną, opiekunką
dzieci, pochodzących z rodzin ubogich. Założyła dla nich w 2001 roku
"szkołę miłości", prowadzącą zarówno działalność edukacyjną,
jak i wychowawczą w środowisku dzieci ubogich, często zagrożonych patologią.
Le Thi Hong Lien blisko współpracowała z pastorem Nguyen
Hong Quang, który jest jednym z duchownych często represjonowanych przez władze
komunistyczne jako niezależny autorytet społeczny i religijny. Pastor był już
niejednokrotnie zatrzymywany, aresztowany, podlega też nieustannej inwigilacji.
Na początku listopada tego roku aresztowano i skazano:
pastora Nguyen Hong Quang na trzy lata więzienia a Panią Le Thi Hong Lien na
rok więzienia za "stawianie oporu funkcjonariuszom państwowym podczas
wykonywania przez nich czynności służbowych".
Pastor Quang, zanim został skazany, postawiony został przed
"trybunałem ludowym". W obliczu spędzonych na plac mieszkańców był
lżony, wyzywany od "zdrajców", zapowiadano także, że zostanie
przykładnie ukarany. Po tym poniżającym spektaklu, wyrok trzech lat więzienia
przyjęto jako...niespodziewanie łagodny.
Oboje znaleźli się w więzieniu Chi Hoa w Sajgonie, gdzie Panią Lien zaczęto
poddawać torturom. W wyniku tortur, już w czasie procesu, wykazywała ona
anormalne reakcje lękowe na sam widok umundurowanych milicjantów i znaczne upośledzenie
słuchu. Po pięciu tygodniach od momentu aresztowania dopuszczono do odwiedzin
u skazanej ojca. Zastał on córkę praktycznie bez kontaktu ze światem zewnętrznym,
nie rozpoznającą osób, nie panującą nad czynnościami fizjologicznymi,
prawdopodobnie nie słyszącą. Mimo tak znacznego uszczerbku na zdrowiu, Panią
Lien wciąż poddawano torturom, o czym świadczyły wyraźne sińce na całym
ciele, świeże blizny po więzach na rękach
i nogach. Po nogach ofiary płynęła świeża krew. Ojciec Pani Lien, Pan Le
Quang Du, poinformował o stanie córki braci ze wspólnoty chrześcijańskiej w
Sajgonie. Udzielił wypowiedzi na ten temat Radiu "Wolna Azja". Z tego
powodu został aresztowany i skazany na rok więzienia.
Wspólnota chrześcijańska, którą prowadzi skazany pastor,
nie uzyskała, mimo starań, pozwolenia na budowę kościoła. Nabożeństwa
odbywają się w mieszkaniu pastora, które nieustannie nawiedzane jest przez
milicję i służbę bezpieczeństwa, dokonujące rewizji i zatrzymujące
uczestników nabożeństw. Zatrzymane osoby przebywają przez wiele godzin,
czasem dobę, czasem kilka dni, bez jedzenia i picia w pomieszczeniach
komisariatu milicji, gdzie nakłania się je do podpisania aktu wyrzeczenia się
wiary i pisemnego zobowiązania do nie uczestniczenia w nabożeństwach.
Podpisuje takie dokumenty znikoma mniejszość wiernych, traktując to jako
wymuszone, a więc nieważne. Na opornych nakłada się karę administracyjną w
wysokości 60 000 dongów (około 5 dolarów), co stanowi znaczną sumę, jeśli
zatrzymany nie ma dowodu osobistego, kara urasta do 120 000 dongów. Dowody
osobiste odbiera się osobom, zatrzymanym po raz drugi w podobnych okolicznościach.
Stanowi to dużą dolegliwość w komunistycznym państwie, gdzie istnieje obowiązek
posiadania przy sobie dokumentu tożsamości (bez dowodu nie można czasem nawet
zrobić zakupów).
W ostatnim czasie, poza wymienionymi dwiema osobami, aresztowano jeszcze kilkanaście
innych, które nie powróciły do rodzin i których los jest nieznany.
Osoby, które pragną poznać więcej szczegółów
opisywanej sprawy (albo sprawdzić wiarygodność relacji), mogą to zrobić z
łatwością na stronach internetowych Radia "Wolna Azja" www.rfa.org/vietnamese,
sekcji wietnamskiej BBC www.bbc.co.uk/vietnamese
a także na stronach wietnamskiego wychodźstwa: www.danchu.net,
www.ykien.net.
Sądzę, że "zmowa milczenia" wynikająca więcej zapewne z nieświadomości
spraw, niż z woli przemyślanej, wobec reżimu wyjątkowo nieludzkiego, powinna
znaleźć kres, zwłaszcza w Polsce. Zwłaszcza, kiedy premier Belka chce
sprzedawać temu reżimowi broń!
Z poważaniem
Robert Krzysztoń
0-501 55 88 98
robertkrzyszton@gazeta.pl
robertkrzyszton@interia.pl