W
czwartek zadzwonił do mojego brata pan Nguyen Quang Dang, pierwszy sekretarz
Ambasady SRW. Rozmowa telefoniczna trwała 15 min. Wyglądała ona w punktach
tak:
-
Czy
moi Rodzice są zdrowi?
-
Jak długo Rodzice chcą zostać w Wietnamie?
-
Przypadkiem
zajrzał pan Dang do internetu (nie pamięta dokładnie adresu strony), akurat
wpadł mu do oko mój post w którym opowiadałam jak mój Tata był przesłuchiwany
w Wietnamie, skarżyłam się, że nie mogłam do swoich Rodziców zadzwonić,
że się martwię o nich... Był zdziwiony i miał pretensje, że ja o takich
sprawach piszę na forum.
-
Namawiał, żebym zadzwoniła do niego, tłumaczył, że mam za mało wiadomości
o Wietnamie. Zaproponował, żebym pojechała do Wietnamu, a natychmiast zmienię
zdanie o państwie, które dziś panuje w mojej Ojczyźnie.
-
Przypomniał, że ambasada SRW w Warszawie przedłużyła mi paszport, co
dowodzi, że nie jest tak źle.
-
Był otwarty i liberalny, mówił, że różni ludzie mają różne poglądy,
tak to już jest, ale nie wolno mi być poglądów republikańskich...
- Pan Dang namawiał brata na spotkanie. Bez skutku.
Głównym tematem, może raczej pretekstem do tej dziwnej rozmowy był post, który
umieściłam w forum bo.boo.pl na temat trudności w kontakcie z Rodzicami i
moim niepokoju, związanym z niepokojeniem ich przez bezpiekę.
0-506-160-181